Koniec z anonimowością

February 19th, 2005

Być może twarz trzeciego już nietrzeźwego, który spowodował wypadek, poznają internauci, czytelnicy i telewidzowie

Do oławskiej Prokuratury Rejonowej trafił w piątek wniosek policji o wydanie zgody na publikację wizerunku pijanego kierowcy, który spowodował wypadek. Gdyby prokurator pozwolił na pokazanie twarzy sprawcy, byłby to trzeci przypadek na Dolnym Śląsku

- Wypowiedzieliśmy wojnę nietrzeźwym kierowcom. Przecież każdy z nas może się stać ofiarą ich nieodpowiedzialnego zachowania – mówi asp. sztab. Ryszard Zaremba, rzecznik dolnośląskiego komendanta policji. – Bez wsparcia mediów nasze działania nie przyniosłyby zakładanego celu.
Przez blisko dwa tygodnie codziennie opisywaliśmy niebezpieczne sytuacje, jakie na drogach stworzyli pijani szoferzy i rowerzyści. Podawaliśmy statystykę – każdego dnia co najmniej kilkunastu nietrzeźwych było odnotowanych w policyjnych raportach. Rekordzistą okazał się mężczyzna skontrolowany w Leśnej – miał 2,69 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu.
Policjanci obiecywali, że będą występować do prokuratury o zgody na publikowanie ich twarzy. I w czwartek, po raz pierwszy tak się stało – prokuratorzy z Wołowa i Ząbkowic Śląskich wydali pozwolenia. Na stronie internetowej www.dolnoslaska.policja.gov.pl pojawiły się zdjęcia sprawcy wtorkowego wypadku w Ząbkowicach Śląskich (ucierpiał on sam oraz pasażerka audi, w który uderzył) oraz agresywnego kierowcy opla, który w tym samym dniu w Wołowie spowodował kolizję i próbował uciec z miejsca zdarzenia.
- Mam nadzieję, że takich zdjęć będziemy publikować coraz mniej – podkreśla Ryszard Zaremba. – Że fotografie i informacje odstraszą innych. Oczywiście nie mamy zamiaru upowszechniać twarzy każdego nietrzeźwego kierowcy. Tylko tych, którzy spowodują wypadek lub kolizję. I tylko wtedy, kiedy prokuratura się na to zgodzi. Zdjęcia przez 48 godzin będą dostępne w Internecie.
Być może już na początku przyszłego tygodnia to samo spotka kierującego passatem, który 11 lutego na ul. Kutrowskiego w Oławie doprowadził do zderzenia czołowego z polonezem. W wypadku pięć osób zostało rannych, a 53-letni kierowca poloneza zmarł po przewiezieniu helikopterem do wrocławskiego szpitala. Sprawca na trzy miesiące trafił do aresztu.
Wniosek o zgodę na publikację trafił już do oławskiej Prokuratury Rejonowej. Policjanci czekają na decyzję. My również. Art. 13 prawa prasowego pozwala nam opublikować wizerunek osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jeśli ze względu na ważny interes społeczny zezwoli na to prokurator lub sąd.
Przypomnijmy, że każdy kierowca, który ma powyżej 0,5 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu, odpowiada za przestępstwo, a nie wykroczenie, i grozi mu do roku więzienia.

Na drogach giną ludzie
W ubiegłym roku na dolnośląskich drogach pijani kierowcy spowodowali 354 wypadków. W wyniku tego 43 osoby zmarły, a 424 zostały ranne.

Autor artykułu: Elżbieta Guzowska

Pamięci ofiar

February 19th, 2005

W piątek w podwrocławskich Miłoszycach odsłonięto pomnik upamiętniający 40 tys. ofiar obozu koncentracyjnego Gross- Rosen.
Kamienną tablicę, która tam stanęła, przez kilka tygodni odnawiali żołnierze polscy i niemieccy. Uporządkowali i uprzątnęli też las, w którym stoi pomnik i wybudowali tam chodnik.
W piątkowych uroczystościach wzięli udział byli więźniowie obozu w Rogoźnicy, który swe filie miał właśnie w Miłoszycach, Wrocławiu i Brzegu Dolnym.

Autor artykułu: (KAM)

Jesteście wielcy

February 19th, 2005

Licealiści ze Strzegomia pobili rekord najdłuższej lekcji świata

Wytrzymali 69 godzin. O trzy więcej niż wynosił dotychczasowy rekord świata. Już w piątek o 5.00 rano byli najlepsi. Dyrekcja kusiła gorącą pizzą, ale posiedzieli jeszcze do 7.00. – Jesteśmy mistrzami! – cieszyli się licealiści

Po czterech dniach i trzech nocach drugoklasiści z Zespołu Szkół Ogólnokształcących ustanowili nowy rekord Guinnessa w siedzeniu na lekcji. – Jeszcze w to nie mogę uwierzyć – mówiła zmęczona, ale wciąż uśmiechnięta Justyna Jóźwik. – Udało się, chociaż już się bałam, że nie damy rady. Był taki moment, że myślałam, że nie dam rady.
Ledwo żywi, ale szczęśliwi
Końcówka bicia rekordu była trudna. Licealiści pilnowali się nawzajem, żeby nie przysnąć, pomagała też publiczność, alarmując okrzykami i klaskaniem, jeśli tylko ktoś na dłużej zamykał oczy. Ale mimo tego potrafili robić coś tak niesamowitego, jak np. napisanie wiersza, że już o pisaniu sprawdzianów nie wspomnę.
– Nie wiem, czy bym dał radę tyle wytrzymać – mówił Damian Kiewra, trzecioklasista. – Jesteśmy z nich dumni. Siedzimy tu od północy.
Jeden z chłopców bijących rekord napisał sobie na kartce „ja już umarłem”. Ale szybko wyjaśnił, że to tylko oznaka wielkiego zmęczenia.
Polonista Tomasz Marczak zasługuje na równie wielkie uznanie. To na jego barkach spoczywał ciężar prowadzenia lekcji, prowokowania dyskusji. W dodatku cały czas musiał mówić. I jakimś cudem wczoraj nad ranem miał jeszcze świetny głos.
– To efekt doskonałego przygotowania na studiach – zdradził bardzo znużony, z podkrążonymi oczami, ale uśmiechnięty nauczyciel.•

Już mają naśladowców
69 godzin zmagań z literaturą polską rejestrowały dwie kamery. Teraz materiał będzie przesłany do Londynu, gdzie rekord będzie sprawdzony i uznany. Na wpis do księgi trzeba będzie jednak czekać do pół roku. A licealiści, jak się porządnie wyśpią i najedzą, pojadą na wycieczkę do Wrocławia.
– Zaprosimy ich na dobre lody – mówi Zbigniew Suchyta, dyrektor szkoły. – Pokazali, że są wspaniali, jesteśmy z nich wszyscy bardzo dumni.
Tymczasem już kolejna szkoła chce bić podobny rekord. Wyczynami strzegomian zainteresował się jakiś ogólniak z Częstochowy.
– Wyczytaliśmy w necie, że właśnie jakaś szkoła czekała na nasz wynik, bo chcą go pobić – mówi Edyta Szczerba. – Ale na razie to my, II A ze Strzegomia, jesteśmy najlepsi na świecie!

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska-Pękala

Znają smak złota

February 18th, 2005

SKOKI NARCIARSKIE W dzisiejszych kwalifikacjach wystąpi aż pięciu Polaków

Mistrzostwa świata w Oberstdorfie są już szóstymi z udziałem Adama Małysza, ale pierwszymi, w których będzie on słuchał rad Heinza Kuttina. To faktycznie mistrzowski duet, bo Austriak również stał na najwyższym stopniu podium światowego championatu

Thunder Bay, 1995 rok – 17-letni Adam Małysz, niewiedzący jeszcze wówczas, co znaczy kryzys formy, debiutuje w mistrzostwach świata. Bardzo udanie. Na średniej skoczni zajmuje 10. miejsce, a na dużej – 11. Dwa lata później powinno być jeszcze lepiej, a jest dużo gorzej. Szczególnie na dużym obiekcie, na którym skoczek z Wisły plasuje się dopiero na 36. lokacie. Na średniej jest 14., ale nic to w porównaniu z 5. miejscem Roberta Matei. To on, a nie Małysz bierze później udział w plebiscycie na sportowca roku w Polsce.

Słodki rewanż
1999 rok, Ramsau – kryzys Małysza trwa w… najlepsze. Na średniej skoczni zajmuje on 27. pozycję, a na dużej – dopiero 37., nie kwalifikując się nawet do finałowej serii. Przełom następuje dopiero w 2001 roku w Lahti. Spodziewany przełom. Polak jedzie tam w roli wielkiego faworyta, któremu podskoczyć może tylko Martin Schmitt. Na początek rywalizacja toczy się na obiekcie K-116. Po pierwszej serii Małysz (126,0 m) prowadzi przed MesserSchmittem (124,5), jak jeszcze wtedy określano Niemca. W finale nasz reprezentant dodaje do swojego dorobku 128,5 m, rywal odpowiada skokiem na odległość 131,0 m i sięga po złoto z przewagą 2,8 pkt. Nic to, do rozdania zostaje jeszcze komplet medali na średniej skoczni. A tu karty rozdaje Polak. Tym razem to on atakuje po pierwszej serii z pozycji wicelidera. Ale do Schmitta traci niewiele – 2 metry (89,5-91,5). W drugiej serii nie pozostawia żadnych wątpliwości. Na jego 98 m Niemiec odpowiada tylko 90 i przegrywa złoto aż 13 punktami. Rewanż jest więc słodki.

Dzięki Małyszowi
Jeszcze piękniej jest dwa lata później na mistrzostwach w Val di Fiemme, a dokładnie w Predazzo, bo tam odbywa się rywalizacja skoczków. Kiedy przed imprezą sezonu Apoloniusz Tajner wycofuje Małysza z konkursów Pucharu Świata w Willingen, wielu podnosi larum. We Włoszech triumfuje jednak myśl trenerska Tajnera. Każdy kolejny skok Małysza w Predazzo – począwszy od treningów i kwalifikacji, a na konkursach skończywszy – jest dłuższy, a w czasie zawodów wręcz perfekcyjny. Na dużej skoczni Polak wygrywa (289,0 pkt – 134,0/136,0) przed Mattim Hautamaekim (286,5 – 134,0/133,5) i Noriakim Kasai (273,2 – 131,0/130,5), a na średniej (279,0 – 104,0/107,5) przed Tommy Ingebrigtsenem (263,0 – 100,5/105,0) i Kasai (259,5 – 99,0/104,0).
Dziś o godz. 17 rozpoczynają się kwalifikacje do konkursu na średniej skoczni (Allgäu Arena). Polska jest jedynym krajem, który może wystawić do nich nie czterech, a pięciu zawodników. Oczywiście dzięki Małyszowi jako obrońcy tytułu. Na liście startowej znalazło się 84 zawodników z 23 krajów, w tym Mateusz Rutkowski (25.), Marcin Bachleda (30.), Kamil Stoch (44.), Robert Mateja (54.) i Małysz (81). W 1991 roku Heinz Kuttin wiedział jak samemu zostać mistrzem świata. Czy zna receptę, która doprowadzi na szczyt jego podopiecznego? •

1962 Zakopane Helmuth Recknagel (NRD)
1966 Oslo Björn Wirkola (Norwegia)
1970 Wysokie Tatry Gari Napałkow (ZSRR)
1974 Falun Hans-Georg Aschenbach (NRD)
1978 Lahti Tapio Raeisaenen (Finlandia)
1982 Oslo Matti Nykänen (Finlandia)
1985 Seefeld Per Bergerud (Norwegia)
1987 Oberstdorf Andreas Felder (Austria)
1989 Lahti Jari Puikkonen (Finlandia)
1991 Val di Fiemme Heinz Kuttin (Austria)
1993 Falun Masahiko Harada (Japonia)
1995 Thunder Bay Takanobu Okabe (Japonia)
1997 Trondheim Janne Ahonen (Finlandia)
1999 Ramsau Kazuyoshi Funaki (Japonia)
2001 Lahti Adam Małysz (Polska)
2003 Predazzo Adam Małysz (Polska)

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Przyszła grypa

February 18th, 2005

Tysiące chorych w regionie wałbrzyskim

W Wałbrzychu od dwóch dni rejestrują setki chorych na grypopochodne infekcje. To dziesięć razy więcej, niż przed dwoma tygodniami. 30 pacjentów chorych
na grypę odnotował dzierżoniowski sanepid. Lekarze ostrzegają, że to dopiero początek

Jeszcze dwa tygodnie temu do wałbrzyskiego sanepidu wpływały informacje o pięciu chorych na przeziębienia, które mogą doprowadzić do grypy. Tydzień temu było ich 50. Od dwóch dni zgłoszeń takich jest od kilkudziesięciu do kilkuset dziennie. U Czechów grypa już szaleje.
– Chciałbym, aby dzięki feriom epidemia oszczędziła nasz region – mówi Andrzej Małaszowski, kierownik oddziału epidemiologii w Powiatowej Stacji Sanitarno-
-Epidemiologicznej w Wałbrzychu.

Oj, boli
Bóle mięśni, stawów, gorączka. Tak najczęściej objawia się ostre przeziębienie, które prowadzić może do grypy.
– Zaszczepiłem się, ale dwanaście dni temu. Teraz bolą mnie mięśnie i coś mi miga przed oczami. Być może to przez szczepionkę? – zastanawia się Bogusław Kowalek, wałbrzyszanin.
Jego sąsiadka narzeka na bóle.
– Tak mnie połamało – mówi.
Do jednej z bielawskich przychodni co dzień przychodzi kilkudziesięciu pacjentów skarżących się na dolegliwości grypowe.
– Zgłaszają się z wysoką gorączką, suchym kaszlem i bólem stawów, to są typowe objawy, na razie nie ma jeszcze powikłań – mówi doktor Danuta Powierza. – Ale coraz więcej mamy chorych, niestety.
Potwierdza to dzierżoniowska stacja sanitarno-epidemiologiczna, gdzie odnotowano już 30 przypadków grypy.
– To porównywalna liczba do zeszłej zimy, ale możemy nie otrzymywać wszystkich zgłoszeń – przyznaje Regina Konopska.

Grypa po sąsiedzku
Andrzej Małaszowski liczy, że grypa się nie rozprzestrzeni dzięki feriom.
– Przeziębione dzieci i młodzież zostają w domach. Podobnie ich rodzice, którzy zazwyczaj w tym czasie biorą urlopy. Ale z zagrożeniem epidemią trzeba się liczyć wraz z powrotem ludzi z pobytów feryjnych w Czechach – uważa Małaszowski.
Tam właśnie szaleje grypa.
Jak można się zabezpieczyć?
– Trzeba się ubierać odpowiednio do pogody. Nie przegrzewać i nie przechładzać organizmu. Dobrze odżywiać – wylicza Andrzej Małaszkowski.
– Warto też połykać sporo witamin. Nie bez znaczenia są sposoby naszych babek. Napary z ziółek, soki malinowe. To rozgrzewa organizm i na pewno pomaga. •

Zakaźny wirus
Grypa szaleje u naszych południowych sąsiadów – Czechów. Na granicy epidemii grypy znajdują się środkowe Czechy i Praga, zachodnioczeskie Pilzno oraz Pardubice. W niektórych szpitalach wprowadzano zakaz odwiedzin. Zamykane są szkoły. Grypa atakuje najczęściej dzieci od szóstego do czternastego roku życia i dorosłych powyżej 25 lat. Państwowy Instytut Zdrowia uważa, że fala mrozów nie zapobiegnie rozprzestrzenianiu się choroby.

Autor artykułu: Stefan Augustyn

„Franiu” na Idola!

February 18th, 2005

Rozmowa z Kamilem Franczakiem

Franiu – bo tak nazywają go znajomi – jest wokalistą żarowskiego zespołu rockowego Zero Procent. Kamil dostał się do eliminacji tej edycji Idola. Śpiewa od dzieciństwa.

• Jak to się stało, że jesteś w Idolu?
– Właściwie to wcale nie myślałem, żeby tam wystartować. Ale był dodatkowy casting i mama powiedziała,
że muszę spróbować. Więc poszedłem. Dostałem trzy głosy na tak, jeden na nie.
• Kto był przeciw?
– Wiadomo, Kuba Wojewódzki. Ale ja się tym specjalnie nie przejmuję. Jestem w trzydziestce, która przeszła do etapu w teatrze. Mam nadzieję, że uda się dalej.
• Co śpiewałeś przed szanowną komisją?
– Wykonałem utwór bardzo znany pt. „Venus”. Jestem z siebie zadowolony, no ale zobaczymy, co będzie dalej.
• Podobno nie do końca jesteś „od nas”, mieszkasz na Opolszczyźnie, a śpiewasz z chłopakami z Żarowa.
– No tak, mieszkam w Nysie, ale czuję się prawie żarowianinem, bo z chłopakami z Zero Procent śpiewam 5 lat. Uczę się w nyskim studiu wokalnym. Chcę śpiewać kiedyś zawodowo. Na razie jestem uczniem III klasy europejskiej gimnazjum.
Z francuskim i angielskim, to moje hobby.
Muzyka – estrada to moje marzenie.
• Czy liczysz, że udział w Idolu to szansa dla ciebie i kolegów na wielką sławę?
– Nie ukrywam, że trochę na to liczymy, ale Idol jest tylko jednym z możliwych rozwiązań. Jak się nie uda,
to trudno, mamy jeszcze inne pomysły.

Autor artykułu: Agnieszka Bielwska-Pękala

Wyrok na dwie zmiany

February 17th, 2005

Mecenasi nie chcą wieczorami przychodzić do sądu

Lada dzień okaże się, czy wrocławski sąd będzie pracował od rana do późnego wieczora. Już raz zrezygnowano z takiego pomysłu, bo, adwokaci go zbojkotowali. Teraz też zapowiadają, że nie będą chodzić na popołudniowe rozprawy.

Od maja do października zeszłego roku, wydziały: gospodarczy, pracy i cywilny pracowały na dwie zmiany. Rozprawy kończyły się o godzinie 19. Dzięki takiemu systemowi, miało ubyć zaległych spraw. I ubywało, ale nie o tyle ile życzyliby sobie sędziowie.
Nie mogli się przygotować
Okazało się bowiem, że adwokaci bojkotują popołudniowe rozprawy i nie pojawią się na nich. Sędziowie zamiast wydawać kolejne wyroki, siedzieli bezczynnie.
- Część rozpraw nie odbywała się ze względu na prośby i wnioski pełnomocników stron, którym nie odpowiadała późna godzina – potwierdza Dominik Flunt z biura prasowego sądu okręgowego.
- Nie chodziłem na rozprawy wyznaczane po godzinie 15., bo przez nie kończyłbym pracę późną nocą. Dopiero po ostatniej rozprawie mógłbym przygotowywać się do spraw, które miałem zaplanowane na następny dzień – nie ukrywa jeden z bardziej znanych wrocławskich adwokatów.Takich mecenasów jak on było więcej.
Wszystko przez zmiany
Dlatego na początku października we wrocławskim sądzie nie wyznaczano już ani jednej popołudniowej rozprawy. Być może jednak, już niebawem praca na dwie zmiany powróci. Wrocławski sąd zastanawia się nad ich wprowadzeniem, a adwokaci na nowo przekonują, że to zły pomysł. Od lutego sądom rejonowym przybyło pracy. Wszystko dlatego, że zmieniły się przepisy. Teraz sądy rejonowe rozpatrują spory dotyczące kwot powyżej 30 tysięcy złotych. Wcześniej takie sprawy odbywały się tylko w sądzie okręgowym.
Wraz z tą zmianą lawinowo wzrosła liczba spraw, które ma rozpatrzyć sąd Rejonowy dla Wrocławia Fabrycznej.
- W siedzibie tego sądu przy najprawdopodobniej zabraknie sal do wyznaczania takiej ilości rozpraw – mówi Dominik Flunt i zaznacza, że dlatego zastanawiają się nad powrotem popołudniowych rozpraw. Decyzja zapadnie na początku marca.
Lepiej wcześniej niż dłużej
Adwokaci nie ukrywają, że nie podoba im się raz już testowany pomysł.
- Jestem przeciwny, bo nie możemy dać się zwariować. W sądzie nie tylko chodzi o ilość wyroków, ale i ich jakość – mówi Henryk Rossa, dziekan okręgowej rady adwokackiej we Wrocławiu. – Według mnie lepszym pomysłem od przeciągania rozpraw do godziny osiemnastej czy dwudziestej byłoby rozpoczynanie ich szybciej. Na przykład o godzinie 8 rano – dodaje i wylicza przeszkody do wprowadzenia dwóch zmian pracy sądów:
- Sekretariaty sądu już teraz są przepracowane i kolejnych spraw po prostu mogą nie obsłużyć. Poza tym sędziowie od kilku miesięcy pracują ponad siły i dołożenie im kolejnej pracy może się skończyć dla nich tragicznie. Nie zapominajmy także o tym, ze świadek i przesłuchiwany o godzinie 10 rano jest w lepszej kondycji niż o godzinie 19. – mówi adwokat z 35 letnim stażem i dodaje. – Uważam, że aby zmniejszyć zaległości, sądy powinny zadbać o zwiększenie ilości sal oraz poprawę warunków technicznych- dodaje
Jedynymi zadowolonymi z planów pracy sądów na dwie zmiany są świadkowie i strony sądowych sporów.
- Jestem świadkiem w sprawie stłuczki, która wydarzyła się 1,5 roku temu. Nic już dziś z tego zdarzenia nie pamiętam – mówił Dariusz Piątek, który wczoraj zeznawał. – Gdybym opowiadał o tym co widziałem wcześniej, na pewno pamiętałabym więcej szczegółów – dodaje.

- Średni czas załatwienia sprawy przez wrocławskie sądy:
- sprawy prawa pracy – 7,5 miesiąca
- sprawy prawa cywilnego – 3 miesiące
- sprawy prawa gospodarczego – 1,7-1,8 miesiąca

Autor artykułu: Przemysław Ziółek

Derby dla Śląska

February 17th, 2005

Piłka ręczna Cenne wygrana Zagłębia Lubin w Kwidzynie

Konsalnet Śląsk pewnie wygrał derbowe starcie w Głogowie. Legnicka Miedź nie poradziła sobie w Piekarach z Olimpią

Derbowy mecz w Głogowie, gdzie Chrobry gościł wrocławian, tylko przez pierwszą połowę dawał nadzieję gospodarzom. Po przerwie mieli oni spore problemy z pokonaniem wrocławskiego bramkarza, Konsalnet/Śląsk odskoczył już w 37 min na 17:11 i było po meczu.
- Kontrolowaliśmy przebieg tego meczu od początku do końca. Trochę przypominał on poprzednią potyczkę z Olimpią – powiedział Bogdan Falęta, trener wrocławian.
Pewne i cenne zwycięstwo odniosło lubińskie Zagłębie w Kwidzynie. Już w 8 min lubinianie prowadzili 6:1, a w końcówce nawet 6 golami (29:23), więc nie musieli nawet korzystać z Łukasza Jasińskiego, który siedział tylko na ławce rezerwowych.
Legnicka Miedź po przerwie nie radziła sobie z twardą obroną Olimpii, a na dodatek legniczanie w defensywie też zagrali słabiej.

MMTS Kwidzyn 29
Zagłębie Lubin 33
do przerwy: 14:15
Kwidzyn: Gawlik, Suchowicz, Wolański – Cielątkowski 0, Kawczyński 6, Mroczkowski 8, Frelek 0, Boneczko 1, Urbanowicz 8, Łompieś 0, Cieślak 3, Rombel 0, Czertowicz 2, Janiszewski 1. Kary: 2 min
Zagłębie: Ligarzewski, Świrkula, Ferst – Orzłowski 2, Stankiewicz 2, Niedośpiał 4, Paluch 0, Steczek 5, Tomczak 0, Jasiński 0, Kozłowski 3, Kubisztal 11, Jaszka 5, Frąszczak 1. Kary: 6 min

Chrobry Głogów 24
Konsalnet/Śląsk 35
do przerwy: 11:13
Chrobry: Pitoń, Rak – Korus 2, Różański 1, Łuczyk 0, Marciniak 3, M. Jurecki 2, Świtała 3, Piotrowski 2, Kuta 1, B. Jurecki 6, Piwko 5. Kary: 8 min
Konsalnet/Śląsk: Banisz, Kowtun, Ciechanowicz – Gliński 3, Rosiński 5, Wardziński 4, Gudz 4, Garbacz 5, Górniak 5, Salami 2, Lijewski 5, Lewicki 1, Haczkiewicz 0. Kary: 6 min

Olimpia Piekary 30
Miedź Legnica 24
do przerwy:12:11
Olimpia: Adamkiewicz, Donosewicz – Balicki 7, Ścigaj 6, Migała 0, Chojniak 4, Wisiński 3, Pakuła 1, Ignasik 4, Biernacki 1, Stodko 1, Kempys 3. Kary: 14 min
Miedź: Wysoczański, Zaprutko, Madaliński – Żmurko 1, Grębosz 3, Obrusewicz 11, Góreczny 0, Kubisztal 1, R. Fabiszewski 4, Kurdziel 0, Mazur 1, Będzikowski 0, Sroka 2, Sołoducha 1. Kary: 8 min

Kiper – Vive 18:32 (9:17), AZS Warszawa – AZS Gdańsk, Wisła Płock – MOSiR Zabrze 27:18 (13:12)
1. Kielce 18 32 585-438
2. Śląsk Wr. 18 32 564-415
3. Płock 18 31 539-450
4. Zagłębie 18 28 541-459
5. Kwidzyn 18 22 523-497
6. Miedź 18 15 515-551
7. Chrobry 18 14 457-480
8. Gdańsk 17 12 456-466
9. Olimpia 18 10 430-509
10. Kiper 18 8 445-541
11. Zabrze 18 5 402-514
12. Warszawa 17 5 386-524

Autor artykułu: Roman Skiba

Utknęliśmy w śniegu!

February 17th, 2005

REGION JELENIOGÓRSKI Atak zimy zatrzymał pociąg. Do górskich miejscowości nie dojechały autobusy

Trzydzieści centymetrów świeżego śniegu przywitało wczoraj rano mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej. Zasypane parkingi, przystanki i chodniki. Do południa
na drogach panowały bardzo złe warunki jazdy, a z nieba wciąż sypał się puch

Ponad 40 minut trzeba było jechać samochodem z Cieplic do centrum Jeleniej Góry. Większość kierowców musiała wykopywać i wyrywać z zasp swoje pojazdy. Niektóre auta
w ogóle nie mogły ruszyć. Te problemy mieli przede wszystkim posiadacze samochodów z napędem na tylną oś.
– Nie da się jeździć w takich warunkach – mówił kierowca dostawczego poloneza, który utknął przy ulicy Klonowica. Wykopanie samochodu z półmetrowej zaspy zajęło mu kilkanaście minut.
Na kilka godzin utknęli kierowcy kilku ciężarówek na ul. Zgorzeleckiej. Wyjazd z Jeleniej Góry w kierunku Zgorzelca był bowiem dla nich nieprzejezdny.
Problemy z dojazdem mieli też kierowcy miejskich autobusów. O ile na terenie Jeleniej Góry były to opóźnienia, to do wyżej położonych miejscowości
– Przesieki i Zachełmia, poranne autobusy nie dotarły wcale.
Największe problemy z jazdą po ośnieżonych drogach autobusy miały rano. Później dojeżdżały już do górskich miejscowości, choć z trudem. W kilku przypadkach konieczna była interwencja specjalnego holownika, który wyciągał zakopane w zaspach pojazdy.

Ostrożni za kółkiem
Na szczęście, kierowcy jeździli w tych trudnych warunkach drogowych bardzo ostrożnie. Na terenie powiatu jeleniogórskiego doszło tylko do dwóch niegroźnych kolizji.
– Nieznany kierowca volkswagena golfa uderzył na ul. Cieplickiej w nadjeżdżającego z przeciwka citroena. Zderzenie nastąpiło, ponieważ kierowca golfa jechał nie swoim pasem jezdni. Prawdopodobnie dlatego, że droga była zasypana. Sprawca, niestety, uciekł – informuje komisarz Edyta Bagrowska, oficer prasowy jeleniogórskiej policji. Funkcjonariusze drogówki mieli natomiast pełne ręce roboty – nadzorowali ruch na skrzyżowaniach, na których grzęzły i stawały samochody. Patrol, który pomagał wyjechać ze śniegu cysternie na ulicy Zgorzeleckiej, nie był w stanie nawet określić, która to interwencja.

Zasypane orczyki
Śnieżyca utrudniła też przejazd pociągów. Około godziny 6 rano w zaspach utknął jeden ze składów osobowych
z Jeleniej Góry do Szklarskiej Poręby Górnej. Połączenie kolejowe do górskiego kurortu było zawieszone przez kilka godzin. Torowisko odśnieżył dopiero pług. PKP, niestety, nie uruchomiła transportu zastępczego.
W górskich miejscowościach turyści byli umiarkowanie zadowoleni z nagłego załamania się pogody. Cieszył ich śnieg, martwił silny wiatr i unieruchomione wyciągi w górnych partiach Karkonoszy. Nie działały również orczyki, których stacje zostały zasypane całkowicie przez śnieg.
– Nie wiem, jak dojedziemy do domu
– martwił się pan Paweł z Poznania, któremu wykopanie samochodu zabrało prawie godzinę.

Nocne odśnieżanie
Pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Jeleniej Górze odśnieżali drogi przez całą noc. Dziewięć pługów przejechało prawie tysiąc kilometrów. Rano skierowano do pracy wszystkie pojazdy oraz pięćdziesięciu pracowników. Uwijali się jak
w ukropie.
– Całą noc padał mocny śnieg, który był przez wiatr nanoszony w zaspy.
Spadło go prawie trzydzieści centymetrów – usłyszeliśmy od pracowników MPGK.
– Mieszkańcy skarżyli się na złe warunki na drogach. Jednak podczas opadu nie możemy sypać soli, bo jest ona zgarniana na boki przez następne pługi. Dlatego solenie rozpoczęliśmy dopiero około godziny 14 – tłumaczy dyrektor MPGK.

Jagniątków uratowany
W Jagniątkowie, najwyżej położo-
nej dzielnicy Jeleniej Góry, mieszkańcy nie byli zaskoczeni dużymi opadami śniegu. – Nawet autobusy jeździły ra-
no normalnie, dojechało również za-opatrzenie – usłyszeliśmy w sklepie spożywczym.
Zdenerwowany był natomiast pan Jan Czajkowski, który społecznie odśnieżał mostek. – Panowie, co to za odśnieżanie?! Pługi czyszczą tylko jeden pas na jezdni, z każdej strony pozostaje do dwóch metrów śniegu. Jest za wąsko, żeby minęły się samochody, a ludzie chodzą środkiem drogi – tłumaczy wzburzony.

Autor artykułu: Rafał Święcki, Miłosz Sajnog

Tracą pieniądze

February 15th, 2005

W Bolesławcu wyczerpał się limit zezwoleń na sprzedaż procentowych trunków

- Od września czekamy, aby urząd miasta wydał nam koncesję na sprzedaż alkoholu – mówi Izabela Huźli. – Tracimy dochody i nie możemy się rozwijać. Dla nas każdy dzień oznacza straty.

Niewielki sklepik pani Izabeli, jako jedyny w Bolesławcu (ulica Zgorzelecka) czynny jest przez okrągłą dobę, nie licząc oczywiście stacji benzynowych. Kupić można tu wszystko, mydło i powidło, za wyjątkiem alkoholu, bo urzędnicy nie spieszą się z wydaniem zezwolenia. – Wniosek złożyliśmy we wrześniu ubiegłego roku i od tamtej pory jesteśmy zwodzeni – twierdzi Dariusz Huźli. – Trudno mi uwierzyć, że procedury tak długo trwają. Były tu panie urzędniczki i powiedziały, że ze sklepem wszystko jest w porządku, że sprzedawać możemy, bo spełniamy warunki. I na tym koniec. Niby wyczerpał się limit zezwoleń. A my każdego dnia tracimy dochody. Chcieliśmy się rozwijać, robić ludziom zakupy na telefon i zatrudnić co najmniej trzy nowe osoby.
Kupcy za złe mają urzędnikom, że tak długo zwlekają z wydaniem koncesji, tym bardziej, że sporo ona kosztuje, a pieniądze wpływają do miejskiego budżetu. W ubiegłym roku, z tzw. funduszu kapslowego, miasto wzbogaciło się o ponad 650 tysięcy złotych. Zanim urzędnik wyda decyzję, położenie nowego punktu sprzedaży trunków sprawdzane jest przez komisję rozwiązywania problemów alkoholowych. Bada ona m.in. czy w linii prostej od najbliższego kościoła, czy szkoły jest nie mniej niż 70 metrów. – W naszym przypadku wszystko jest w porządku – zapewnia pani Izabela. – Mimo to, w urzędzie miasta powiedziano mi, że specjalnie dla mnie komisja zbierać się nie będzie.
Małżonkowie zarzucają władzom miasta złą wolę. – Przed wyborami mówiło się o zielonym świetle dla przedsiębiorczych – narzeka Dariusz. – W marcu ma być czynny nowy supermarket. Tam z pewnością nie obejdzie się bez alkoholu. Czy wtedy limit się zwiększy? Dlaczego miejscowych kupców traktuje się po macoszemu.
Pełnomocnik prezydenta do spraw uzależnień, Barbara Wojciechowska twierdzi, że od września komisja “alkoholowa” zbierała się wielokrotnie. – Obradujemy tak często, jak tego wymaga sytuacja – mówi. – Wnioski rozpatrywane są na bieżąco.
Zdaniem rzeczniczki magistratu, limit jest wyczerpany i handlowcy muszą czekać, aż ktoś zrezygnuje.
- Przecież te limity ustalane są w Bolesławcu, przez naszych radnych. Czy nie można tego zmienić? – pytają państwo Huźli.

Autor artykułu: Ilona Parejko