Archive for the ‘Archiwa z Wiadomo?ci Wroc?awia’ Category

Tracą pieniądze

Tuesday, February 15th, 2005

W Bolesławcu wyczerpał się limit zezwoleń na sprzedaż procentowych trunków

- Od września czekamy, aby urząd miasta wydał nam koncesję na sprzedaż alkoholu – mówi Izabela Huźli. – Tracimy dochody i nie możemy się rozwijać. Dla nas każdy dzień oznacza straty.

Niewielki sklepik pani Izabeli, jako jedyny w Bolesławcu (ulica Zgorzelecka) czynny jest przez okrągłą dobę, nie licząc oczywiście stacji benzynowych. Kupić można tu wszystko, mydło i powidło, za wyjątkiem alkoholu, bo urzędnicy nie spieszą się z wydaniem zezwolenia. – Wniosek złożyliśmy we wrześniu ubiegłego roku i od tamtej pory jesteśmy zwodzeni – twierdzi Dariusz Huźli. – Trudno mi uwierzyć, że procedury tak długo trwają. Były tu panie urzędniczki i powiedziały, że ze sklepem wszystko jest w porządku, że sprzedawać możemy, bo spełniamy warunki. I na tym koniec. Niby wyczerpał się limit zezwoleń. A my każdego dnia tracimy dochody. Chcieliśmy się rozwijać, robić ludziom zakupy na telefon i zatrudnić co najmniej trzy nowe osoby.
Kupcy za złe mają urzędnikom, że tak długo zwlekają z wydaniem koncesji, tym bardziej, że sporo ona kosztuje, a pieniądze wpływają do miejskiego budżetu. W ubiegłym roku, z tzw. funduszu kapslowego, miasto wzbogaciło się o ponad 650 tysięcy złotych. Zanim urzędnik wyda decyzję, położenie nowego punktu sprzedaży trunków sprawdzane jest przez komisję rozwiązywania problemów alkoholowych. Bada ona m.in. czy w linii prostej od najbliższego kościoła, czy szkoły jest nie mniej niż 70 metrów. – W naszym przypadku wszystko jest w porządku – zapewnia pani Izabela. – Mimo to, w urzędzie miasta powiedziano mi, że specjalnie dla mnie komisja zbierać się nie będzie.
Małżonkowie zarzucają władzom miasta złą wolę. – Przed wyborami mówiło się o zielonym świetle dla przedsiębiorczych – narzeka Dariusz. – W marcu ma być czynny nowy supermarket. Tam z pewnością nie obejdzie się bez alkoholu. Czy wtedy limit się zwiększy? Dlaczego miejscowych kupców traktuje się po macoszemu.
Pełnomocnik prezydenta do spraw uzależnień, Barbara Wojciechowska twierdzi, że od września komisja “alkoholowa” zbierała się wielokrotnie. – Obradujemy tak często, jak tego wymaga sytuacja – mówi. – Wnioski rozpatrywane są na bieżąco.
Zdaniem rzeczniczki magistratu, limit jest wyczerpany i handlowcy muszą czekać, aż ktoś zrezygnuje.
- Przecież te limity ustalane są w Bolesławcu, przez naszych radnych. Czy nie można tego zmienić? – pytają państwo Huźli.

Autor artykułu: Ilona Parejko

Hokus-pokus nad dystrybutorem

Tuesday, February 15th, 2005

Okazuje się, że w Legnicy do baku można zatankować więcej
niż wynosi jego pojemność
Byłem świadkiem cudu – twierdzi przekornie Jan Popiel, który
na jednej ze stacji benzynowych chciał zatankować
do pełna. Mimo że jego zbiornik ma tylko 45 litrów
i w środku była jeszcze ok. 5-litrowa rezerwa, na liczniku dystrybutora pokazały się 52 litry

Mimo to ani kropla nie przelała się ze zbiornika – mówi nasz Czytelnik. – Oczywiście zapłaciłem za te rzekome 52 litry, a więc o prawie 28 złotych więcej niż faktycznie miałem w baku.
W cuda nie wierzy
Jan Popiel, rzecz jasna, nie uwierzył w nadprzyrodzone zjawisko i poszedł do Inspekcji Handlowej w Legnicy, gdzie opowiedział o zaskakującej przygodzie. Wniosek nasuwał się sam: prawdopodobnie licznik w dystrybutorze jest źle wyskalowany. – Dziwne jedynie, że na niekorzyść klienta
– dodaje legniczanin.
– Klient był u nas 7 lutego
– mówi Anna Sapiełło-Renk, dyrektorka delegatury Inspekcji Handlowej w Legnicy. – Kontrola prawidłowości wskazań liczników do nas nie należy, niezwłocznie więc powiadomiliśmy o tej sprawie Okręgowy Urząd Miar w Legnicy. Mierniczy pojechali na stację 8 lutego, a to co stwierdzili, przedstawili
w piśmie z tego samego dnia do Inspekcji Handlowej.

Plomby były w porządku
Z dokumentu OUM wynika, że plomby na liczydle były nienaruszone, a odstępstwa przy pomiarze mieściły się w granicach tolerancji, która wynosi plus – minus 0,5 procenta. Tajemniczy dystrybutor wykazał różnice plus-minus 0,18 proc. przy małym strumieniu paliwa
i 0,2 procenta przy pełnym strumieniu, a więc w granicach normy.
Urzędnicy są zadowoleni, tylko Jan Popiel ciągle kręci głową z niedowierzaniem.
– Przecież nie mogłem wlać do 45 litrowego zbiornika
aż 52 litry paliwa – twierdzi stanowczo pan Popiel. – Z przebiegu sprawy w legnickich urzędach wygląda, że jestem kłamcą i pieniaczem. To oburzające – dodaje nasz rozmówca, który ma stosowne dokumenty zakupu paliwa.

Autor artykułu: Zbigniew Budych

Sierżant – to brzmi dumnie

Tuesday, February 15th, 2005

Wrocław Rozpoczęły się przyjęcia do szkół podoficerskich

Stała, pewna praca i niezła pensja w firmie z tradycjami. Wystarczy skończyć odpowiednią szkołę – taką ofertę ma dla młodych ludzi… Wojsko Polskie. W tym roku po raz pierwszy do szkół podoficerskich będą przyjmowane osoby, które wcześniej nie służyły w armii.
- Te szkoły mają wykształcić żołnierzy dla tworzącego się korpusu podoficerskiego – tłumaczy podpułkownik Witold Rynkiewicz, komendant Wojskowej Komendy Uzupełnień Wrocław 3. – Wzorem państw zachodnich, to podoficerowie, np.chorążowie będą bezpośrednio dowodzili drużynami i szkolili młodszych żołnierzy.
Mimo że nabór dopiero się zaczął, w siedzibie WKU Wrocław 3 codziennie pojawia się kilku kandydatów. Wszyscy muszą mieć zdaną maturę. Zakwalifikowani trafią do jednej z pięciu szkół podoficerskich w Polsce, w tym jednej we Wrocławiu. W tej chwili uczy się w niej ponad 140 osób. – Chętnych było 2 razy więcej – mówi jej komendant, starszy chorąży sztabowy Tomasz Nowakowski.
- Zawsze interesowałem się wojskiem, do służby zasadniczej zgłosiłem się na ochotnika – tłumaczy Leszek Nawsuć. – Półtora roku po wyjściu dowiedziałem się, że powstała taka szkoła. Od razu postanowiłem tu przyjść. Po chwili dodaje, że po zakończeniu nauki zamierza rozpocząć studia wyższe na resocjalizacji, a potem dostać się do Wyższej Szkoły Oficerskiej we Wrocławiu.
Dodajmy, że żołnierze nadterminowi spędzają w szkole podoficerskiej 6 miesięcy, rezerwiści i żołnierze służby zasadniczej 10, a ci, którzy w wojsku jeszcze nie byli, o miesiąc dłużej. Absolwenci mają zapewnioną pracę i prawie 2 tysiące złotych brutto pensji.

Redakcyjny dyżur
Dziś w godzinach 12.00 – 13.00 pod naszym redakcyjnym numerem telefonu 0800-570-270 na pytania, dotyczące szkół wojskowych i poboru, będzie odpowiadał szef WKU Wrocław 3, ppłk Witold Rynkiewicz.

Autor artykułu: (SAS)

Mateusz już jest w górach niebieskich

Tuesday, February 15th, 2005

Wrocław – W życiu wybrał sobie piękny cel: niesienie pomocy drugiemu człowiekowi. W tej służbie trzeba ciągle podnosić swoje kwalifikacje. Mateusz już tego nie zrobi. Teraz chodzi po górach niebieskich. Kiedyś go tam spotkamy – mówił Jerzy Pokój, prezes grupy karkonoskiej GOPR o 23-letnim ratowniku Mateuszu Hryncewiczu, zmarłym tragicznie w ubiegłym tygodniu.

Oprócz kolegów z GOPR-u pożegnali go wczoraj na cmentarzu Osobowickim m.in. ratownicy z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego, żołnierze i strażacy.
Mateusza i 32-letniego Daniela Ważyńskiego przysypała w ubiegły wtorek lawina w Kotle Małego Stawu w Karkonoszach. Ważyński został pochowany w sobotę w Jeleniej Górze.

Autor artykułu: (ANA)

Doradcy za miliony

Tuesday, February 15th, 2005

Miasto wyda 255 tysięcy złotych z naszych podatków na wybory radnych osiedlowych. Ludzi, którzy nie mają wpływu na żadną poważną decyzję

Za niecały miesiąc wybory do rad osiedli. Gmina wyda w tym roku na ich działalność ponad dwa miliony złotych. Tymczasem osiedlowi radni mogą tylko doradzać miejskim rajcom. Sami nie decydują o niczym

Trzynastego marca przejdzie do historii czteroletnia kadencja obecnych rad osiedli. Jeśli tylko na każdym osiedlu znajdzie się odpowiednia liczba radnych i rady powstaną przy każdym z 47 osiedli, wrocławianie wybiorą 777 nowych radnych.
W piątek minął termin zgłaszania kandydatów. Lada dzień poznamy ostateczną listę. I choć w wielu krajach europejskich codzienne życie mieszkańców zależy właśnie od radnych osiedli i gmin, we Wrocławiu na wielkie zmiany nie możemy liczyć. Rady osiedli nie mają wpływu na żadne ważne dla mieszkańców decyzje. Gdyby pewnego dnia we Wrocławiu ich zabrakło, nie spostrzeglibyśmy tego.

- W przeważającej większości przypadków rola rad osiedli sprowadza się do doradzania, a nie podejmowania decyzji. Mają one status jednostek pomocniczych. Jakby tego było mało, z ich zdaniem nikt nie musi się liczyć – wyjaśnia Ryszard Bubień, przewodniczący Stowarzyszenia Nasze Osiedle, które wraz m.in. z Platformą Obywatelską w tegorocznych wyborach wystawiło blisko 150 kandydatów do rad osiedli.
- To prawda. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Wydaliśmy negatywną decyzję o lokalizacji sklepu z alkoholem, który miał powstać naprzeciwko szkoły. Na niewiele się to zdało, bo sklep i tak otwarto – opowiada Jerzy Snerch, przewodniczący rady osiedla Nadodrze. Snerch złożył pod obrady rady miejskiej kilka propozycji zwiększenia uprawnień rad osiedli, by zapobiec podobnym sytuacjom. Bezskutecznie. – Na szczęście sklep zbankrutował – dodaje.
Rada osiedla Nadodrze bezskutecznie walczy także o zainstalowanie kilku kamer na osiedlu. Gądowskim radnym nie udało się natomiast zablokować budowy hipermarketu Geant na miejscu targowiska koło Astry. Sytuacje, w których głos osiedlowych radnych w ogóle nie jest brany pod uwagę można mnożyć w nieskończoność.

Niewidzialni
Dodatkowo, działalność większości rad osiedli jest niezwykle trudna do zauważenia.
- Mniej więcej co trzecia z nich działa prężnie – mówi Henryk Macała, przewodniczący komisji rady miejskiej do spraw osiedli. – Pozostałe w ogóle nie wpisują swoich osiągnięć w oświadczeniach o rocznej pracy. Oczywiście, rady nie dysponują wielkimi pieniędzmi, a na dodatek mniej więcej 40 procent budżetów pochłaniają wydatki na administrację. Mimo to część rad dobrze sobie radzi. Próbują dofinansowywać osiedlowe świetlice z dotacji ://www.wroclaw.pl/m9735/p9639.aspx?select=Henryk%20Maca%C5%82anp. departamentu spraw społecznych urzędu. Zaoszczędzone środki własne wydają na inne cele, na przykład festyny – dodaje.

Nie chcą takich rad
- Takie rady nie mają prawa istnieć. Są tylko po to, by ślepo służyć radzie miejskiej. Bez jej akceptacji żadna decyzja rady osiedla nie zostanie przyjęta – mówi Andrzej Stupin, przewodniczący Rada Osiedla Gądów – Popowice Płd.
- Już dawno proponowaliśmy zmniejszenie liczby rad osiedli. Dzięki temu stałyby się mocniejsze. W Krakowie jest tylko 18 rad dzielnicowych i działają bardzo dobrze – mówi Jerzy Sznerch. – Nikt się tym jednak nie przejął.
I choć wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że sposób działania rad osiedli trzeba zmienić, na razie niewiele się dzieje. Urząd miasta – jak dawał pieniądze na ich funkcjonowanie – tak daje. Tylko w tym roku z budżetu gminy ich działalność pochłonie dwa miliony złotych. 255 tys. zł będzie kosztowało zorganizowanie samych wyborów, a prawie 1,8 mln złotych bieżąca działalność. Za te pieniądze można byłoby kupić trzy przegubowe, niskopodłogowe autobusy. Zamiast tego politycy fundują mieszkańcom kolejne wybory, w których do urn pójdzie najwyżej co dziesiąty wrocławianin. Tak właśnie było cztery lata temu, podczas poprzednich wyborów.

- Rady osiedli mają za małe kompetencje. Mimo to w tym roku ponownie kandyduję. Może niebawem coś się zmieni, a wtedy będzie można robić o wiele więcej – mówi Jerzy Sznerch, przewodniczący rady osiedla Nadodrze.

Polityczne wybory
To, ilu kandydatów poszczególnych partii będzie kandydowało w tegorocznych wyborach, okaże się dzisiaj albo jutro. Na razie można mówić o przybliżonych danych, że Platforma Obywatelska wystawiła 150, a Sojusz Lewicy Demokratyczne – 250 kandydatów. W wyborach startuje też koalicja Ligi Polskich Rodzin i m.in. jej młodzieżowej przybudówki Młodzieży Wszechpolskiej oraz PSL. Ich kandydatów będzie równiez około 150.

Jak to robią w Krakowie
* Paweł Pytko
przewodniczący Rady Miejskiej Krakowa
Kraków jest podzielony na 18 dzielnic i każda ma swoją radę. Właśnie toczą się dyskusje o ich kształcie. Rozmowy nie idą jednak w kierunku zwiększenia ich liczby, tylko zmniejszenia. Są też głosy, by zwiększyć kompetencje rad. Są bowiem takie sytuacje, w których rajcy nie mają prawa wypowiadać się. Decydują tylko o budżecie przeznaczanym na remonty dróg, chodników, szkół i na zieleń dzielnicową. Dzięki temu, że muszą dbać o każdą złotówkę, bardzo dokładnie sprawdzają wykonywane remonty. Miasto zyskuje, bo pieniądze nie są źle wydawane. Żaden urzędnik nie potrafiłby tak kontrolować dzielnicy, jak jej mieszkańcy.

Autor artykułu: Przemysław Ziółek

Latały u cara

Monday, February 14th, 2005

Mityng w Doniecku. Rogowska znów lepsza od Pyrek

W znakomitej formie znajduje się Anna Rogowska. Brązowa medalistka z Aten wynikiem 4.75 ustanowiła nowy rekord Polski w skoku o tyczce

Wyżej fruwała tylko Rosjanka Jelena Isinbajewa – 4.87 m. To najlepszy tegoroczny wynik na świecie.

Panie mają głos
Polska tyczka paniami stoi. W Doniecku świetnie spisała się także Monika Pyrek. Zawodniczka MKL Szczecin skoczyła o 5 cm niżej od swojej polskiej rywalki.
Rogowska poprawiła o 2 cm należący do niej od 26 stycznia absolutny rekord Polski (bierze się pod uwagę rezultaty z hali i z otwartych stadionów). Mityng w Doniecku odbył się po raz szesnasty. Jego inicjatorem, a także i głównym organizatorem jest od lat rekordzista świata w skoku o tyczce, nazywany carem tej dyscypliny sportu – Siergiej Bubka.

Trener narzeczonym
Anna Rogowska to objawienie światowej tyczki. Na igrzyska do Aten pojechała w cieniu bardziej utytułowanej Moniki Pyrek. Wróciła z brązowym medalem, podczas gdy jej koleżanka z reprezentacji zajęła czwarte miejsce. W obecnym sezonie zimowym, z występu na występ, poprawia rekord Polski.
Obecnie studiuje na III roku AWFiS w Gdańsku na wydziale Turystyki i Rekreacji. Jej trenerem, a zarazem życiowym partnerem, jest starszy o 2 lata Jacek Torliński.
Rogowska uwielbia podróże. Jest pod wrażeniem uliczek Pragi, wschodu słońca na górze Synaj oraz nurkowania w Morzu Czarnym.
- A kocham… Jacka, no i oczywiście latanie o tyczce – odpowiada, pytana o największe życiowe miłości.

Wyniki
Kobiety: 1. Jelena Isinbajewa (Rosja) – 4,87 (najlepszy w tym roku wynik na świecie), 2. Anna Rogowska (Polska) – 4,75 (absolutny rekord Polski), 3. Monika Pyrek (Polska) – 4,70.
Mężczyźni: 1. Derek Miles (USA) – 5,85, 2. Igor Pawłow (Rosja) – 5,80, 3. Denis Jurczenko (Ukraina) – 5,80.

ANNA ROGOWSKA
Urodzona: 21.05.1981 r. w Gdyni,
Wzrost/waga: 171 cm/54 kg,
Klub: SKLA Sopot,
Rekordy życiowe: hala – 4,75 m (Donieck – 15.02. 2004), stadion – 4,71 m (Saloniki – 19.07.2004).
Sukcesy: brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Atenach.
Wzór sportowca: Maym Tarasow i Jelena Isinbajewa.
Ulubiona książka: “Lot nad kukułczym gniazdem”, “Alchemik”, “Kod Leonarda Da Vinci”,”Hobbit”.

Autor artykułu: Ireneusz Maciaś

Słowenia też za silna

Monday, February 14th, 2005

HOKEJ NA LODZIE Kwalifikacje olimpijskie w Rydze: trzecia porażka polskiej drużyny

Na czwartym miejscu zakończyła Polska udział w kwalifikacjach do igrzysk w Turynie. Wczoraj podopieczni Andreja Sidorenki przegrali 3:4 ze Słowenią. Była to ich trzecia porażka. Wcześniej ulegli Białorusi 2:3 i Łotwie 1:3.
W połowie trzeciej tercji niedzielnej batalii zanosiło się na wysoką porażkę Polaków. Lodowisko, po karze 2+10, opuścił Krzysztof Oliwa, a 20 sek. później drużyna słoweńska uzyskała czwartego gola, po strzale Anze Kopitara.
Słoweńcy (grają w grupie A MŚ), myśląc zapewne, że mecz już się skończył odpuścili. Nie mający nic do stracenia, Polacy ruszyli do szturmu. Efekt był piorunujący. W ciągu 45 sek. zdobyli dwie bramki – Oskar Szczepaniec i po solowej akcji Jacek Płachta. Na wyrównanie zabrakło czasu, choć bliski powodzenia w ostatniej sekundzie meczu był Czerkawski.
W Rydze biało-czerwoni wstydu nam nie przynieśli, choć trzeba przyznać, ze wszyscy liczyliśmy na więcej. Okazało się, że Oliwa i Czerkawski to wciąż za małe atuty na rywali ze średniej półki europejskiej.

POLSKA 3
SŁOWENIA 4
W tercjach: 0:1, 1:1, 2:2
Bramki – dla Polski: Dulęba (37), Szczepaniec (55), Płachta (56); dla Słowenii: Golicić – dwie (23, 43), Avgustincić (2), Kopitar (51).
Kary: Polska – 22 (w tym Krzysztof Oliwa – 10 min), Słowenia – 10 min.

Polska: Jaworski – Szczepaniec, Zamojski, Czerkawski, Michał Garbocz, Leszek Laszkiewicz – Dulęba, Gonera, Klisiak, Parzyszek, Jaros – Gabryś, Bartłomiej Piotrowski, Proszkiewicz, Słaboń, Płachta – Oliwa, Jakubik, Różański – Sokół, Dołęga.
Słowenia: Glavić – Cigleneczki, Kranjc, Marcel Rodman, Kopitar, Razingar – Rebolj, Vidmar, Golicić, Rozić, Terglav – Dervarić, Robar, Avgustincić, Jan, Kontrec – David Rodman, Klinar, Pretnar, Varl, Hafner.

* Łotwa – Białoruś 5:4 (1:2, 1:1, 3:1).

1. Łotwa 3 6 15:8
2. Białoruś 3 4 9:7
3. Słowenia 3 2 7:12
4. Polska 3 0 6:10
* Awans do igrzysk w Turynie wywalczyła Łotwa.

Autor artykułu: (im)

Norweg zdobył Szwecję

Monday, February 14th, 2005

RAJDY SAMOCHODOWE Ubiegłoroczny zwycięzca, Sebastien Loeb nie ukończył imprezy

Petter Solberg z brytyjskim pilotem Philipem Millsem, jadący subaru imprezą, wygrali Rajd Szwecji, drugą eliminację mistrzostw świata 2005. Norweg był najszybszy na sześciu OS-ach. Po 18.odcinku specjalnym musiał się wycofać numer 1 zeszłego sezonu – Sebastien Loeb. Francuz miał problemy z silnikiem swojego citroena xsara, a po 17. OS-ie tracił do lidera Solberga niewiele ponad minutę. Przypomnijmy, że rok temu został pierwszym kierowcą spoza Skandynawii, któremu udało się triumfować w prestiżowym Rajdzie Szwecji. Mety nie osiągnął także Markus Groenholm.

Na 34. miejscu zakończyła rywalizację polska załoga Stefan Karnabal i Bartłomiej Boba (N-grupowy mitsubishi lancer evo VI). W sobotę, do drugiego dnia imprezy został jednak dopuszczony nasz inny duet – Michał Sołowow i Maciej Baran (mitsubishi lancer evo VIII). Nie ukończyli oni co prawda pierwszego etapu, ale zaliczono im czas ostatniego sklasyfikowanego na pierwszym etapie zawodnika (52. miejsce). Na przedostatnim OS-ie, w obliczu awarii silnika, Sołowow musiał już jednak spasować.

Rajd Szwecji – 1750 km
1. P. Solberg/P. Mills (subaru impreza WRC) 3:00.52,1, 2. M. Martin, M. Park (peugeot 307 WRC) 3:03.03,2, 3. T. Gardemeister, J. Honkanen (ford focus WRC) 3:04.06,8, 4. H. Rovanperae, R. Pietilaeinen (mitsubishi lancer WRC) 3:04.08,5, 5. H. Solberg, S. Menkerud (Norwegia, ford focus WRC) 3:04.21,9, …34. S. Karnabal, B. Boba (Polska/mitsubishi lancer evo VI) strata do zwycięzcy 35.39,0.
Klasyfikacja generalna MŚ (po 2 z 16 rund): 1. Gardemeister 14 pkt, 2. Martin 13, 3. Sebastien Loeb (Francja/citroen 307 WRC) i Solberg (Norwegia/subaru) po 10, 5. Harri Rovanperae (Finlandia/mitsubishi) 7.
Klasyfikacja konstruktorów: 1. Ford 20 pkt, 2. Mitsubishi 17, 3. Peugeot 17, 4. Citroen 11, 5. Subaru 10, 6. Skoda 3.

Autor artykułu: (WoK)

Śpiewam, bo lubię

Friday, February 11th, 2005

My z legnickiego. Siedemnastolatek Sebastian Plewiński, jako jedyny Polak, będzie reprezentował nasz kraj na festiwalu w USA

Nastoletni wokalista ma na koncie więcej sukcesów niż niejeden zawodowiec. Jednak zrezygnował
z prestiżowej roli Romea w musicalu, żeby móc chodzić
do szkoły i pomagać rodzicom

Sebastian wygrał Eurokonkurs w Koninie, odpowiednik konkursu Eurowizji. Zwyciężył w Międzynarodowym Konkursie Młodych Piosenkarzy w Witebsku na Białorusi. Otrzymał nagrodę specjalną w Międzynarodowym Konkursie Piosenki w Bukareszcie. Ta nagroda to udział w Konkursie Muzyki Rozrywkowej w Luizjanie w USA. Do Ameryki wybiera się w kwietniu. Wcześniej ma w planie warsztaty wokalne z Grażyną Łobaszewską, a za kilkanaście dni wyjazd na Konkurs Młodych Gwiazdeczek w Rosji. Terminy ma mocno napięte.
Szkoła zamiast kariery
– Będę jedynym reprezentantem Polski w amerykańskim konkursie. Bardzo się cieszę, to będzie przede wszystkim wielka przygoda – mówi Sebastian. Choć wyjazd zbliża się wielkimi krokami, chłopak jeszcze nie wie, jaką piosenkę zaśpiewa. – Myślę, że będzie to „Jaskółka uwięziona” Stana Borysa. Ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem. W Legnicy odbędą się w czasie ferii warsztaty wokalne z panią Grażyna Łobaszewską. Tam podejmę decyzję i poszlifuję piosenkę – mówi.
To nie Romeo
Czarnowłosy chłopak śpiewa jak zawodowiec i odnosi sukcesy. Ale woda sodowa nie uderza mu do głowy. Choć znalazł się w ścisłym finale castingu do tytułowej roli w słynnym musicalu „Romeo i Julia” Janusza Józefowicza, Sebastian zrezygnował z popularności, bo… nie miałby czasu chodzić
do szkoły. Poza tym w domu opiekuje się schorowanymi rodzicami. – Oboje jesteśmy inwalidami. Ja mam protezy obu nóg, żona chodzi w aparacie ortopedycznym. Syn bardzo nam pomaga: nosi zakupy, przygotowuje posiłki, zastępuje żonę w pracy w budce na targowisku. Nie dość, że dobry, to jeszcze bardzo zdolny chłopak. Jestem z niego dumny – mówi Zbigniew Plewiński, tato Sebastiana.
Piosenkarz uczy się w I Liceum Ogólnokształcącym
w Legnicy. W klasie o profilu wcale nie wokalnym, tylko europejskim z rozszerzonym angielskim i geografią. Śpiew kształci w Młodzieżowym Centrum Kultury pod okiem Anny Piwowarczyk. – Opiekuję się Sebastianem dopiero od roku, wcześniej pracował pod okiem pani Krystyny Piotrowskiej. Zaznaczam to, bo nie chciałabym przypisywać sobie zasług innych. Ale jedno jest pewne: chłopak jest bardzo zdolny, ma tak mocny głos, że mógłby z powodzeniem występować w operze bez mikrofonu. Śpiewa tak dojrzale, że trudno uwierzyć, iż ma dopiero 17 lat. Podjął bardzo odpowiedzialną decyzję rezygnując z udziału w prestiżowym musicalu na rzecz nauki – mówi Anna Piwowarczyk.
Sam sobie robił koncerty
Sebastian sam dokładnie nie wie, skąd wzięła się u niego miłość do śpiewu. – Od dziecka zamęczałem rodzinę, organizując… własne występy. Oczywiście „imprezy” były biletowane. Rodzice, ciocie, dziadkowie musieli wykupić u mnie bilet i ja wtedy im śpiewałem. Cały przedszkolny repertuar – śmieje się Sebastian. – Śpiewanie odziedziczyłem raczej po tacie, bo mamie słoń na ucho nadepnął – dodaje.

Autor artykułu: Edyta Golisz

Koniec schodów

Friday, February 11th, 2005

Zniknie koszmarne przejście na ul. Świdnickiej

Najdłuższy ma prawie 54 kilometry. Najsłynniejszy, pod kanałem la Manche, 50. Nasz będzie miał lewie 800 metrów. Połączy pl. Dominikański z ul. Białoskórniczą. Zamiast ulicy Kazimierza Wielkiego we Wrocławiu powstanie tunel.

- Tunel mamy zamiar zacząć budować za dwa lub trzy lata. Na razie przygotowujemy się do realizacji tego pomysłu i badamy ile potrzeba na to pieniędzy – zapowiedział na spotkaniu z przedsiębiorcami zrzeszonymi w Dolnośląskiej Izbie Gospodarczej Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia.

Wart dwa mosty
Czy wybudowanie takiej trasy jest realne? Zdaniem ekspertów jak najbardziej.
- Są kombajny, które nawet w górotworze pełnym wód gruntowych, takim jak we Wrocławiu, są w stanie wykopać 24 metry tunelu na dobę. Jeśli tylko będą pieniądze, to można zrobić każdy tunel – twierdzi Stanisław Kwiatkowski z Przedsiębiorstwa Budowy Kopalni PeBeKa z Lubina, które buduje na przykład metro w Warszawie.
Nie jest to jednak tania inwestycja. Budowa 800 metrów metra w stolicy kosztuje ok. 64 mln zł. Tunel we Wrocławiu mógłby być jednak, ze względu na wysoki poziom wód gruntowych, nawet cztery razy droższy. Ale to jedynie szacunki, bo prawdziwy koszt budowy tunelu poznamy dopiero po zakończeniu prac wstępnych. Czyli za kilka miesięcy. Dla porównania budowa mostu Milenijnego kosztowała ok. 150 mln zł.

Długa rura w ziemi
Pomysł budowy tunelu w centrum Wrocławia nie jest nowy. Już w 1988 roku profesorowie z wydziału planowania przestrzennego Politechniki Wrocławskiej sugerowali, żeby schować ul. Kazimierza Wielkiego pod ziemią. Teraz władze miasta postanowiły ten pomysł zrealizować. Tunel będzie się zaczynał tam gdzie już istnieje, czyli na pl. Dominikańskim. Ma się ciągnąć pod ul. Kazimierza Wielkiego aż do ul. Białoskórniczej. Czyli spod ziemi wyjeżdżałoby się na wysokości skrzyżowania ul. Św. Mikołaja i Nowego Światu. Co więcej, może się okazać, że tunelem pojadą nie tylko samochody. Także tramwaje mają się poruszać pod dzisiejszą trasą W-Z. A z podziemnych przystanków na powierzchnię przemieszczalibyśmy ruchomymi schodami.
Główny powód to obecny przebieg ul. Świdnickiej.
- Już czas, żeby zrezygnować z przejścia podziemnego, żeby ulica, która jest wizytówką miasta, nie była dzielona na pół – mówi Rafał Dutkiewicz. Skończy się wreszcie koszmar z chodzeniem po przedziwnie skonstruowanych schodach.
Powodów jest jednak znacznie więcej. Po pierwsze skończy się sztuczny podział Starego Miasta i będzie można normalnie dojść na pl. Wolności. A ten plac po zakończeniu remontu opery i wybudowaniu sali koncertowej ma się stać kulturalnym sercem miasta. Po drugie tunel znacznie skróci podróż samochodem przez centrum miasta, bo nie trzeba będzie stać na światłach. Wreszcie po trzecie, i najważniejsze, nawet jeśli na powierzchni zostaną uliczki dojazdowe do kamienic przebędzie miejsca pod zabudowę. A tyle miejsca w tak atrakcyjnym terenie to sporo dodatkowych pieniędzy w miejskiej kasie.
Pozostaje więc już tylko jedno pytanie. Skąd wziąć na to pieniądze? Oczywiście sporo trzeba będzie wydać z budżetu. Choć z pewnością nie wszystko. Możliwe jest uzyskanie pomocy z funduszy unijnych. Jednak najbardziej prawdopodobne jet to, że prace będą prowadzone za pieniądze uzyskane ze sprzedaży działek, które dziś to jezdnie ul. Kazimierza Wielkiego.

Wielkie tunele
Bezwzględnie najdłuższym tunelem świata jest tunel wodociągowy West Delaware, w stanie Nowy Jork (USA), który ma 170 km. Najdłuższy tunel podmorski łączy Honsiu-Hokkaido 53,90 km. Najdłuższy tunel lądowy świata jest w Norwegii. Nazywa się Laerdalstunnel i ma 24.5 km. Najdłuższy tunel drogowy w Polsce jest w Warszawie. Mierząca blisko kilometr konstrukcja, znajduje się na trasie krajowej łączącej Wybrzeże z południem Polski.

Autor artykułu: Bartłomiej Knapik