Miasto wyda 255 tysięcy złotych z naszych podatków na wybory radnych osiedlowych. Ludzi, którzy nie mają wpływu na żadną poważną decyzję
Za niecały miesiąc wybory do rad osiedli. Gmina wyda w tym roku na ich działalność ponad dwa miliony złotych. Tymczasem osiedlowi radni mogą tylko doradzać miejskim rajcom. Sami nie decydują o niczym
Trzynastego marca przejdzie do historii czteroletnia kadencja obecnych rad osiedli. Jeśli tylko na każdym osiedlu znajdzie się odpowiednia liczba radnych i rady powstaną przy każdym z 47 osiedli, wrocławianie wybiorą 777 nowych radnych.
W piątek minął termin zgłaszania kandydatów. Lada dzień poznamy ostateczną listę. I choć w wielu krajach europejskich codzienne życie mieszkańców zależy właśnie od radnych osiedli i gmin, we Wrocławiu na wielkie zmiany nie możemy liczyć. Rady osiedli nie mają wpływu na żadne ważne dla mieszkańców decyzje. Gdyby pewnego dnia we Wrocławiu ich zabrakło, nie spostrzeglibyśmy tego.
- W przeważającej większości przypadków rola rad osiedli sprowadza się do doradzania, a nie podejmowania decyzji. Mają one status jednostek pomocniczych. Jakby tego było mało, z ich zdaniem nikt nie musi się liczyć – wyjaśnia Ryszard Bubień, przewodniczący Stowarzyszenia Nasze Osiedle, które wraz m.in. z Platformą Obywatelską w tegorocznych wyborach wystawiło blisko 150 kandydatów do rad osiedli.
- To prawda. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Wydaliśmy negatywną decyzję o lokalizacji sklepu z alkoholem, który miał powstać naprzeciwko szkoły. Na niewiele się to zdało, bo sklep i tak otwarto – opowiada Jerzy Snerch, przewodniczący rady osiedla Nadodrze. Snerch złożył pod obrady rady miejskiej kilka propozycji zwiększenia uprawnień rad osiedli, by zapobiec podobnym sytuacjom. Bezskutecznie. – Na szczęście sklep zbankrutował – dodaje.
Rada osiedla Nadodrze bezskutecznie walczy także o zainstalowanie kilku kamer na osiedlu. Gądowskim radnym nie udało się natomiast zablokować budowy hipermarketu Geant na miejscu targowiska koło Astry. Sytuacje, w których głos osiedlowych radnych w ogóle nie jest brany pod uwagę można mnożyć w nieskończoność.
Niewidzialni
Dodatkowo, działalność większości rad osiedli jest niezwykle trudna do zauważenia.
- Mniej więcej co trzecia z nich działa prężnie – mówi Henryk Macała, przewodniczący komisji rady miejskiej do spraw osiedli. – Pozostałe w ogóle nie wpisują swoich osiągnięć w oświadczeniach o rocznej pracy. Oczywiście, rady nie dysponują wielkimi pieniędzmi, a na dodatek mniej więcej 40 procent budżetów pochłaniają wydatki na administrację. Mimo to część rad dobrze sobie radzi. Próbują dofinansowywać osiedlowe świetlice z dotacji ://www.wroclaw.pl/m9735/p9639.aspx?select=Henryk%20Maca%C5%82anp. departamentu spraw społecznych urzędu. Zaoszczędzone środki własne wydają na inne cele, na przykład festyny – dodaje.
Nie chcą takich rad
- Takie rady nie mają prawa istnieć. Są tylko po to, by ślepo służyć radzie miejskiej. Bez jej akceptacji żadna decyzja rady osiedla nie zostanie przyjęta – mówi Andrzej Stupin, przewodniczący Rada Osiedla Gądów – Popowice Płd.
- Już dawno proponowaliśmy zmniejszenie liczby rad osiedli. Dzięki temu stałyby się mocniejsze. W Krakowie jest tylko 18 rad dzielnicowych i działają bardzo dobrze – mówi Jerzy Sznerch. – Nikt się tym jednak nie przejął.
I choć wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że sposób działania rad osiedli trzeba zmienić, na razie niewiele się dzieje. Urząd miasta – jak dawał pieniądze na ich funkcjonowanie – tak daje. Tylko w tym roku z budżetu gminy ich działalność pochłonie dwa miliony złotych. 255 tys. zł będzie kosztowało zorganizowanie samych wyborów, a prawie 1,8 mln złotych bieżąca działalność. Za te pieniądze można byłoby kupić trzy przegubowe, niskopodłogowe autobusy. Zamiast tego politycy fundują mieszkańcom kolejne wybory, w których do urn pójdzie najwyżej co dziesiąty wrocławianin. Tak właśnie było cztery lata temu, podczas poprzednich wyborów.
- Rady osiedli mają za małe kompetencje. Mimo to w tym roku ponownie kandyduję. Może niebawem coś się zmieni, a wtedy będzie można robić o wiele więcej – mówi Jerzy Sznerch, przewodniczący rady osiedla Nadodrze.
Polityczne wybory
To, ilu kandydatów poszczególnych partii będzie kandydowało w tegorocznych wyborach, okaże się dzisiaj albo jutro. Na razie można mówić o przybliżonych danych, że Platforma Obywatelska wystawiła 150, a Sojusz Lewicy Demokratyczne – 250 kandydatów. W wyborach startuje też koalicja Ligi Polskich Rodzin i m.in. jej młodzieżowej przybudówki Młodzieży Wszechpolskiej oraz PSL. Ich kandydatów będzie równiez około 150.
Jak to robią w Krakowie
* Paweł Pytko
przewodniczący Rady Miejskiej Krakowa
Kraków jest podzielony na 18 dzielnic i każda ma swoją radę. Właśnie toczą się dyskusje o ich kształcie. Rozmowy nie idą jednak w kierunku zwiększenia ich liczby, tylko zmniejszenia. Są też głosy, by zwiększyć kompetencje rad. Są bowiem takie sytuacje, w których rajcy nie mają prawa wypowiadać się. Decydują tylko o budżecie przeznaczanym na remonty dróg, chodników, szkół i na zieleń dzielnicową. Dzięki temu, że muszą dbać o każdą złotówkę, bardzo dokładnie sprawdzają wykonywane remonty. Miasto zyskuje, bo pieniądze nie są źle wydawane. Żaden urzędnik nie potrafiłby tak kontrolować dzielnicy, jak jej mieszkańcy.
Autor artykułu: Przemysław Ziółek